Festiwal Parzymy Przelewamy wypuścił własne koszulki. Czarne, z niebieskim nadrukiem, w cenie 109 zł. Większość z nas ma w szafie kilka T-shirtów z biegów i firmowych wyjazdów, których zazwyczaj nie nosi. Do tego torbę z hasłem o ekologii albo koszulkę z hipermarketu z napisem o porannej kawie, która sugeruje pasję do kawy, choć nic za nią nie stoi. W każdym z tych przypadków logo albo hasło robi całą robotę, a przedmiot pod spodem nie broni się sam. Czy z koszulką z festiwalu kawy jest inaczej?
Merch z palarni
Kawa długo nie miała takiego nośnika. Branża specialty zaczęła go budować dopiero wtedy, gdy kawiarnie i palarnie urosły do rangi marek z własną estetyką. Dziś na półkach obok paczek ziarna leżą torby, czapki, kubki i koszulki. Część z nich to zwykły gadżet. Część działa podobnie do koszulki zespołu, z tym że nie mówi o guście muzycznym, tylko pokazuje, gdzie ktoś pije kawę i jakiego smaku szuka.

Festiwal kawy dokłada do tego jeszcze jeden element. Koszulka z logo palarni mówi, co ktoś lubi. Koszulka z festiwalu mówi, że ktoś tam był. Spędził dzień między stoiskami, próbował kaw z różnych palarni, kibicował zawodnikom podczas Mistrzostw, rozmawiał z baristami.
Spirala i filiżanka
Przy koszulkach Parzymy Przelewamy warto zatrzymać się przy samym projekcie, bo to on decyduje, czy koszulka zostanie w szafie na lata. Z przodu, na wysokości piersi, nazwa festiwalu ułożona jest w spiralę, która przypomina wirujący strumień wody nad dripperem. Z tyłu jest duża filiżanka narysowana jedną linią, z parą, która wznosi się zygzakiem i wypełnia plecy.
Dwa kolory, czytelna typografia, żadnych zdjęć ani efektów. Za szycie odpowiada Mechanisms, niezależna marka odzieżowa z Katowic. Zaczynała w 2012 roku jako projekt ilustracyjny Krzysztofa Nowaka, a od 2015 roku razem z Jakubem Wojciechowskim szyje ubrania inspirowane industrialnym Śląskiem i szacunkiem do fachowej pracy rąk. Własne koszulki z grubej bawełny sprzedaje po 119 zł, więc festiwalowa kosztuje mniej więcej tyle samo. Powstaje przy tym w krótkiej serii, a w takiej koszt nadruku i szycia rozkłada się na niewiele sztuk.

A jednak świadectwo
Z pewnej odległości festiwalowa koszulka wygląda na jedno z najuczciwszych ubrań w szafie. Nie kupi się jej w galerii handlowej, a osoba spoza środowiska nie ma powodu jej szukać. Kto ją nosi, prawie na pewno był w Katowicach albo zna ludzi, którzy festiwal tworzą. Nie udaje przynależności. Po prostu ją potwierdza.

Wśród swoich
Dobrze to widać na tle tego, co być może przywiozą goście. Bratysławska palarnia black. sprzedaje koszulkę z napisem „roasted in bratislava” za 29 euro, filiżanki, plecak, torbę zrobioną razem z marką leftovers, a nawet łyżkę do cuppingu. Napis mówi wprost o pochodzeniu, tak jak etykieta na paczce kawy. 2A Roastery z Humennégo na wschodzie Słowacji zamiast koszulek sprzedaje grafiki po 25 euro z placami zabaw i mozaiką z ulicy Mierowej, jednej z ulic ich miasta. Blind Monkey z Dublina, założone przez Wojciecha Tyslera, mistrza Irlandii baristów i finalistę mistrzostw świata, ma osobną kolekcję ubrań.
Festiwalowa koszulka będzie więc wśród nich jedyną, która nie należy do żadnej palarni, tylko do wszystkich, którzy tam byli.

Pamiątka z Katowic
Czy więc warto wrócić z taką pamiątką? Koszulka nie zrobi z nikogo znawcy, tak jak cukier do kawy nie robi z nikogo ignoranta. Pokazuje tylko, gdzie ktoś był i z kim pił kawę. Jeśli ma być wyłącznie ładnym ubraniem, odpowiedź zależy od gustu i budżetu. Jeśli ma coś mówić, w kawie wciąż mówi wyraźnie. I jest jednym z niewielu ubrań, które zaczepiają obcych ludzi pytaniem: która palarnia była w tym roku najlepsza?
Podcast o Kawie jest partnerem medialnym Festiwalu Parzymy Przelewamy.
O Parzymy Przelewamy rozmawiamy w specjalnym odcinku Podcastu.