Skip to content

Ile kosztuje własna palarnia kawy? Prawda, o której mało kto mówi

Piec, zielone ziarno i zapach palonej kawy to tylko wierzchołek. Pod spodem jest produkcja, logistyka, sanepid, księgowość i telefon, który dzwoni w niedzielny wieczór.

Coffee Machines Sale
Coffee Machines Sale

Kawa / Ludzie / Biznes

Piec, zielone ziarno i zapach palonej kawy to tylko wierzchołek. Pod spodem jest produkcja, logistyka, sanepid, księgowość i telefon, który dzwoni w niedzielny wieczór. Druga część rozmowy z ekipą Coffee Machines Sale pokazuje, co naprawdę decyduje o tym, czy palarnia przetrwa pierwszy rok.

To druga część rozmowy nagranej wspólnie z Konradem Konstantynowiczem z palarni Czarna Fala. Po jednej stronie stołu goście, którzy sami palą kawę i wiedzą, jak to jest prowadzić ten biznes na co dzień. Po drugiej – Szymon Ciszek, Kacper Ornat i Łukasz Jura z Coffee Machines Sale, firmy, która od lat dostarcza sprzęt i wiedzę techniczną polskim i zagranicznym palarniom. Widzieli dziesiątki projektów od pierwszego dnia. Widzieli też, jak wiele z nich kończy się po kilkunastu miesiącach.

Piec, który rośnie razem z tobą

Pierwsza decyzja w tym biznesie wcale nie dotyczy kawy, tylko wielkości pieca. Coffee Machines Sale rozróżnia dwóch typowych klientów. Pierwszy przychodzi z pomysłem, ale bez bazy klientów i bez doświadczenia w kawie zielonej – zwykle to ktoś, kto chce uciec z korporacji. Drugi ma już sieć kontaktów, znajomych, którzy polecą go dalej. Jak mówi Kacper Ornat, „najlepszy jest jednak organiczny wzrost, dlatego zawsze hamujemy klientów, którzy przychodzą do nas z niesamowicie rozbudzoną wyobraźnią”. Tym bez zaplecza firma doradza start od pieca jednokilogramowego. Tym z gotowym rynkiem zbytu – od razu piec dwunastokilogramowy, uznawany w firmie za najbardziej uniwersalny rozmiar.

Skalowanie w górę też ma swoją logikę i swój czas oczekiwania. „Potrzebujesz piec na trzydzieści kilo? Musisz poczekać cztery, pięć miesięcy” – tłumaczy Szymon Ciszek. Mniejsze modele, do dziesięciu kilogramów na zasyp, firma stara się mieć od ręki, bo wie, że to one najczęściej się sprzedają. Reszta wymaga planowania z wyprzedzeniem, zanim jeszcze klient poczuje, że jego kilowy piec zaczyna pracować czternaście godzin na dobę.

Coffee Machines Sale - Szymon Ciszek
Coffee Machines Sale - Szymon Ciszek

Lokal to nie tylko metry

Drugim polem minowym jest lokalizacja. Wielu debiutantów szuka lokalu tak, jakby otwierali kawiarnię, a nie zakład produkcyjny. Tymczasem piec potrzebuje świeżego powietrza, dwóch kominów i przyłącza gazu – a część lokalizacji z definicji tego nie udźwignie.

„To kolejny często popełniany błąd. Ludzie traktują palarnię jak lokal gastronomiczny, a potem okazuje się, że piec potrzebuje dwóch kominów i gazu, a umowa już podpisana” – mówi Szymon Ciszek.

Konrad Konstantynowicz, który z Czarną Falą przeszedł już trzy przeprowadzki, potwierdza, że w Warszawie lokale bliżej centrum są po prostu droższe, więc palarnie coraz częściej wyprowadzają się poza miasto. Nie tylko z powodu ceny – im większa produkcja, tym większe kominy i więcej spalin, a nie każdy sąsiad chce mieszkać obok, nawet jeśli zapach dobrej kawy bywa przyjemny. Czarna Fala zaryzykowała lokalizację bliżej centrum i zainwestowała w katalizator spalin. Efekt? „Odkąd go zainstalowaliśmy osiem miesięcy temu, nie przyszła do nas ani jedna osoba ze skargą” – mówi Konrad. Zespół Coffee Machines Sale dorzuca praktyczną radę: zanim się podpisze umowę, warto sprawdzić miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego i zapytać, czy sanepid, nadzór budowlany i inspekcja środowiskowa nie potraktują palenia kawy jako produkcji – bo w wielu przypadkach właśnie tak jest traktowane, a produkcja nie jest dozwolona w każdym lokalu.

Papierologia, o której nikt nie uprzedza

Palarnia to też biurko pełne dokumentów. Umowa z BDO, rozliczanie KOBiZE, spalin i opakowań – jak mówi Szymon Ciszek, „brzmi to skomplikowanie, ale w skali roku to kilka godzin, a nie coś, nad czym siedzi się codziennie”. Do tego dochodzi zgłoszenie do urzędu miar faktu pakowania kawy, legalizacja wagi – i jej regularna relegalizacja – oraz etykiety, które muszą spełniać konkretne normy: właściwy odstęp między liczbą a jednostką „g”, minimalna wysokość czcionki zależna od wagi paczki. Jak zauważa Kacper Ornat, „bardzo dużo polskich palarni ma naprawdę różne podejście do tego tematu”, a drobny błąd na etykiecie potrafi drogo kosztować przy kontroli. Coffee Machines Sale poleca po prostu zrobić audyt opakowań – kosztuje kilkaset złotych i daje pewność, że w razie kontroli wszystko jest zgodne z prawem.

Coffee Machines Sale - Kacper Ornat
Coffee Machines Sale - Kacper Ornat

Kiedy piec stoi, biznes nie zarabia

Sprzęt to nie jednorazowy zakup, tylko relacja na lata – i to ona, zdaniem gości, najbardziej odróżnia dobrych dostawców od złych. „Maszyna po prostu musi pracować. Jak nie pracuje, to nie zarabia” – podsumowuje Szymon Ciszek. Dlatego firma stara się mieć dostęp do części zamiennych i utrzymywać kontakt przez WhatsAppa, nawet w środku nocy, jeśli klient jest po drugiej stronie oceanu. Łukasz Jura opowiada historię klientki z Malagi, której w piecu Stronghold popsuło się łożysko – element krytyczny, wymagający rozłożenia niemal całej maszyny. W niedzielny wieczór, wyłącznie przez WhatsApp, zespół pokierował ją tak, że naprawiła urządzenie sama. Jak podsumowuje Kacper Ornat: „w dziewięćdziesięciu pięciu procentach przypadków klient jest w stanie naprawić to sam, z naszą pomocą”. Reszta wymaga interwencji na miejscu, bo – jak dodaje Kacper – „nawet bardzo drogie, bardzo duże piece czasami czekają rok na uruchomienie. Maszyna nie jest premium, jak nie działa”.

Ludzie, których nie widać w mediach społecznościowych

Firma, która jeszcze niedawno kojarzyła się z trzema twarzami z Instagrama, dziś zatrudnia dziewięć osób – od czerwca ósmą, od sierpnia dziewiątą. Poza założycielami są Michał i Mateusz w magazynie, Kinga odpowiedzialna za logistykę i fakturowanie („cichy anioł tego biznesu”, jak żartuje Kacper Ornat) oraz Sławek, który tworzy materiały wideo – zarówno na social media, jak i instrukcje naprawcze dla klientów. W zeszłym roku firma zleciła zewnętrzny audyt procesów. Wyszły z niego dwa wąskie gardła – Szymon i Kinga – i decyzja o zatrudnieniu automatyka oraz kolejnej osoby do biura. „Wzrost był szybki i mogliśmy się w tym pogubić. Dlatego w dobrym czasie zdecydowaliśmy się na audyt i na zmiany” – mówi Kacper Ornat.

Cena bez jednego wzoru

Jak wycenić kilogram kawy? Zdaniem gości nie ma na to gotowej recepty. Kluczowe pytanie brzmi: komu sprzedajesz. Klient z ulicy patrzy na cenę końcową, gastronomia i biura – jak zauważa Szymon Ciszek – patrzą przede wszystkim na wysokość rabatu, nawet jeśli finalna cena i tak wychodzi korzystniej. Sprzedaż pod marketplace’y wymaga jeszcze wyższego punktu startowego, bo trzeba zostawić marżę pośrednikowi. Coffee Machines Sale zaczynało od bardzo przystępnych cen, inspirując się jedną z dużych polskich palarni – dziś, z perspektywy czasu, wybraliby wyższy pułap cenowy z lepszymi rabatami. Bo, jak mówi Kacper Ornat, „polska mentalność” i tak każe zostawić miejsce na rabat.

Zapas na czarną godzinę

Ostatni temat to zielona kawa i to, jak bardzo zapasy wpływają na spokój prowadzenia biznesu. Łukasz Jura radzi opierać ofertę na kawach łatwiej dostępnych i zawczasu zabezpieczać zapasy na kilka miesięcy do przodu – bo mały gracz, który czeka do ostatniej chwili, zwykle zastaje półki opróżnione przez większych. Najbezpieczniej, jak podsumowuje, jest zbudować własny magazyn i ściągnąć kawę na cały okres między jednym zbiorem a drugim. Problem w tym, że – jak zauważa Konrad Konstantynowicz – za zieloną kawę zwykle trzeba zapłacić z góry, podczas gdy klienci palarni płacą faktury z opóźnieniem. „Branża gastronomiczna to jest takie kredytowanie biznesów innych” – podsumowuje Łukasz Jura.

Piła, kawowa stolica Polski

Rozmowa kończy się tam, gdzie zaczynała – przy stole, przy którym siedzą ludzie znający się od lat i wciąż zapraszający innych do swojej siedziby w Pile, żeby porozmawiać za darmo, wypić kawę i zobaczyć proces na żywo. Coraz częściej odwiedzają ją mistrzowie świata, trenujący na największym elektrycznym piecu firmy. „Polska jest okej. Piła jest fajna – może z dobrą kawą do niedawna był problem, ale jeśli chodzi o maszyny i serwis, to Piła jest kawową stolicą Polski” – mówi Kacper Ornat. Brzmi to jak żart między przyjaciółmi. Ale słychać w tym też coś więcej: przekonanie, że polska branża kawowa, mozolnie, kontrolą po kontroli i klientem po kliencie, właśnie dorasta.

Rozmowa w Podcaście o Kawie

Add Podcast o Kawie on Google