Do Green Caffè Nero wchodzi się jednymi drzwiami. Blisko 100 kawiarni, dziesięć nowych otwarć rocznie i rekrutacja z zewnątrz właściwie tylko na baristę. Wszystko dalej dzieje się już w środku firmy.
Podcast nagrywaliśmy w sali na zapleczu jednej z warszawskich kawiarni. Obok baru stoi ekspres szkoleniowy i ekran. Odbywają się tu szkolenia i warsztaty kawowe. Symboliczne miejsce, bo cała rozmowa dotyczy tego, co dzieje się za drzwiami, których gość nigdy nie otwiera.
Moim rozmówcą jest Michał Pietrzykowski, szef komunikacji wewnętrznej i kultury firmy. Do Green Caffè Nero trafił jeszcze na studiach, po zdaniu rzuconym na przerwie przez kolegę z roku. Szukał pracy na wakacje. Została mu z tego niemal cała droga zawodowa, z kilkuletnią przerwą na inną firmę i powrotem w 2012 roku na stanowisko pierwszego kierownika regionalnego w Warszawie.
NAJNOWSZY ODCINEK
Czy warto pracować jako barista? Green Caffé Nero od zaplecza
Trzy etapy i zimny prysznic
Firma, która otwiera dziesięć lokali rocznie, mogłaby rekrutować szybko. Robi odwrotnie. Proces jest trzyetapowy, z informacją zwrotną po każdym etapie. Michał wie, jak to brzmi. Sam mówi, że część osób łapie się za głowę.
Powód jest chłodno praktyczny. Na rozmowie pada zdanie, że parzenie kawy i rysowanie wzorów na mleku to tylko fragment tej pracy. Reszta to obowiązki, których gość nie widzi, i nie są one ani łatwe, ani lekkie. Firma woli zafundować kandydatowi rozczarowanie od razu, zamiast tracić go po trzech tygodniach za barem.

Pierwsza kawa piątego dnia
Wdrożenie jest rozpisane co do dnia. Pierwszego dnia nowa osoba dostaje kartę rozwoju baristy z planem całego tygodnia. Dzień pierwszy to bar. Kolejne dwa przechodzi pod okiem trenerów. Potem wracają dni z kierownikiem i z maestro, czyli wewnętrznym szkoleniowcem tej konkretnej kawiarni.
Wszystko odbywa się w lokalu, w którym ta osoba będzie pracować, a nie w oderwanej od realiów sali. Kontakt z gościem jest już pierwszego dnia, choć jeszcze bez obsługi i bez parzenia. Pierwsza samodzielnie zaparzona kawa dla gościa przychodzi zwykle czwartego lub piątego dnia. Pod opieką, ale bez trzymania pod kloszem.
Maestro i reszta drabiny
Tu zaczyna się właściwa odpowiedź na pytanie o karierę w kawiarni. Barista, kierownik zmiany, maestro, kierownik kawiarni. Dalej otwiera się head office, a rekrutacje do centrali idą najpierw do środka organizacji.
Efekt widać w strukturze firmy. Dział HR składa się właściwie w całości z osób, które zaczynały za barem. Tak samo dział jakości kawy. Tak samo dział operacyjny z dziesięcioma kierownikami regionalnymi, z których każdy odpowiada za kilka lub kilkanaście lokali.
Michał opisuje moment, w którym ta ścieżka przestaje być teorią. Ktoś dołącza do pracy na czas studiów. Kończy je i zapala mu się lampka, że chciałby wreszcie robić to, czego się nauczył. I okazuje się, że firma potrafi zaproponować mu to u siebie.
Tort, scena, Londyn
Wdrożonego człowieka trzeba jeszcze utrzymać. Każda kawiarnia świętuje urodziny w miesiącu swojego otwarcia. Zespół dostaje paczkę niespodziankę z centrali, jest tort i świeczki.
Większym wydarzeniem są mistrzostwa Barista of the Year, które są rozłożone na trzy miesiące. W kwietniu każda kawiarnia przeprowadza własne eliminacje. W maju odbywają się finały regionów, z których wychodzi dziesięcioro finalistów. W czerwcu jest wielki finał ze sceną, muzyką i regionalnymi grupami kibiców z transparentami. Zwycięzca jedzie w październiku do Londynu, gdzie spotykają się reprezentanci wszystkich krajów grupy Caffè Nero.
Kultura to komunikacja
Najtrudniejszy problem tej firmy nie dotyczy mebli. Wystrój, produkt i procedury da się przenieść z Warszawy do Krakowa czy Trójmiasta lepiej albo gorzej, ale da się. Trudniejsze jest sprawienie, żeby zespół w każdym z tych miast czuł się częścią tej samej organizacji, a nie filią warszawskiej centrali. Michał nazywa to transferem kulturowym i mówi wprost, że nie ma na to gotowego manuala.
Rolę tę przejmuje komunikacja wewnętrzna, z jednym utrudnieniem. Ci ludzie nie siedzą przy komputerach. Firma korzysta z własnej aplikacji, dostępnej wyłącznie wewnętrznie, z wallem, społecznościami i czatem do dowolnej osoby w organizacji. Michał opisuje ją jako miks Facebooka, Instagrama i WhatsAppa. Jest też osobna grupa na treści mniej oficjalne, żeby żarty nie mieszały się ze sprawami operacyjnymi.
Narzędzie to jednak nie jest sedno. Sedno leży w cyklu. Poniedziałek to newsletter operacyjny. Wtorek to spotkania operacyjne. Kierownicy regionalni widzą się ze swoimi kierownikami kawiarni raz w tygodniu, head office spotyka się co miesiąc. Zdanie, które Michał powtarza, brzmi: kultura to komunikacja, komunikacja to kultura. Chodzi o to, żeby informacja o wynikach i decyzjach docierała do każdej baristki i każdego baristy, zamiast krążyć po firmie w postaci plotki.
Źle postawione pytanie
Dyskusja o tym, czy warto pracować jako barista, toczy się w internecie najczęściej na poziomie stawki godzinowej. Ta rozmowa pokazuje, że pytanie jest źle postawione. Znaczenie ma to, czy za barem stoi organizacja, która ma dla ciebie kartę rozwoju na pierwszy tydzień, wewnętrznego trenera, drabinę stanowisk i zwyczaj rekrutowania do centrali z własnych szeregów.
W Green Caffè Nero lada moment odbędzie się setne otwarcie kawiarni. Niemal każda osoba, która je przygotuje, zaczynała od pytania, czy podać flat white.

Całej rozmowy z Michałem Pietrzykowskim posłuchacie w Podcast o Kawie na Spotify.